Skip to content
Menu

Ejlat to dla mnie miasto kontrowersji i sprzeczności. Z jednej strony trochę wylansowany, długi betonowy deptak przy sztucznej plaży, z drugiej jedna z najpiękniejszych raf koralowych na świecie i piękna panorama miasta. Jest to najbardziej na południe wysunięte miasto Izraela z dostępem do Morza Czerwonego.

Do Ejlatu wyruszyliśmy z Tel Avivu, który przywitał nas deszczową pogodą. Trasa jest długa i piękna, większość czasu jedziemy przez pustynię, o której pisałam tutaj. Na miejsce dojechaliśmy wieczorem, wrzuciliśmy rzeczy do hotelu Melony (nie polecam) i widząc to, w jakim stanie jest pokój, jeszcze szybciej z niego uciekliśmy zobaczyć miasto i coś zjeść. Dojechaliśmy na plażę, a raczej ogromny deptak, który ciągnie się wzdłuż Morza Czerwonego. Tam zostawiliśmy samochód i spacerem ruszyliśmy odkrywać miasto. Nie do końca jednak było co odkrywać, plaże tam ani ładne, ani prawdziwe, z każdej strony ogromne kompleksy hotelowe i centra handlowe. Zjeść też nie bardzo jest gdzie, wszędzie drogie restauracje, znaleźliśmy tylko jedno miejsce, gdzie można było dostać shoarmę do ręki. Nie byłam zachwycona tym co widzę. Mogę śmiało powiedzieć, że byłam mocno zawiedziona. Nie lubię miejsc, które nie mają nic wspólnego z prawdziwym życiem miasta, a są jedynie sztucznym wytworem dla turystów. Numerowane, równo posadzone palmy, ogromne ilości betonu i turystów, którzy w eleganckich butach i wysokich obcasach nonszalancko spacerują tam i z powrotem nie zbaczając na plaże pełną drobnego żwiru, bo przecież mogliby się ubrudzić. Tak widziałam to miasto pierwszego wieczoru kiedy tam przyjechaliśmy i, mimo że następnego dnia znalazłam tam kilka miejsc, które mnie urzekły, moje zdanie niewiele się zmieniło.

Ejlat FashionVoyager

Ejlat FashionVoyager

Ejlat FashionVoyager

Ejlat fashionvoyager

Ejlat fashionvoyager

Ejlat fashionvoyager

Ejlat FashionVoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Następnego dnia szybko uciekaliśmy z brudnego hotelu (co wyszło nam na dobre, bo mieliśmy więcej czasu na zwiedzenie miasta). Nie chciałam wracać na słynny deptak, który od pierwszego depnięcie wiedziałam, że nie jest dla mnie, ale dałam się namówić i kolejny raz udaliśmy się w to właśnie miejsce. Tym razem było troszkę lepiej. Wedle zasady, że muszę dotknąć wszystkich trzech mórz weszłam do wody. Była ciepła, ale jak dla mnie daleko jej jeszcze do temperatury pozwalającej na pływanie. Wokoło na wynajętych, hotelowych leżakach opalało się sporo osób. Plaża przy deptaku jest niewielka i dość mocno zaludniona, niestety, nawet w grudniu.

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Ruszyliśmy dalej, spacerem, aż na koniec promenady. Tam okazało się, że za maleńkim mostkiem, jest miejsce, które może mi się spodobać! Pusta plaża, bez betony, tłumów ludzi, za to z przyczepami kempingowymi, małym kioskiem z ogromną ilością kotów wokoło i pięknym widokiem na góry Jordanii. Zdecydowałam, że tu możemy zostać chwilkę dłużej. Przyglądaliśmy się zatoce, w miejscu gdzie widać cztery państwa: Izrael, Egipt, Jordanię i Arabię Saudyjską. Już wiem, że jeżeli kiedykolwiek miałabym wrócić do Ejlatu to chcę właśnie w to miejsce. Ciekawe czy w sezonie jest tam równie pusto?

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Wróciliśmy do samochodu i zdecydowaliśmy się wyjechać na sam szczyt miasta. Wybudowane jest ono na zboczu, w bardzo prosty sposób – nie sposób się tam zgubić. Dojechaliśmy pod same góry, które mimo, że niższe niż te po jordańskiej stronie, i tak robiły niesamowite wrażenie! W tym miejscu w Ejlacie podobało mi się najbardziej! Mimo sukienki i sandałów wspinałam się po górkach żeby znaleźć miejsce, w którym zobaczę panoramę miasto. To jest to co lubię, a nie spacer po betonowej promenadzie. Kilka zachwytów, zdjęć i ruszamy dalej. Pod egipską granicę! Po drodze mijamy ogromny port, by zaraz za nim zobaczyć centra nurkowe, jedno obok drugiego.

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Izrael fashionvoyager

Właśnie tam znajduje się ogromny rezerwat rafy koralowej, gdzie miłośnicy nurkowania mogą pooglądać jedną z najpiękniejszych raf na świecie. Niestety nie umiem nurkować… nauczę się i wrócę! Znajduje się też tutaj podwodne obserwatorium, gdzie tacy jak ja mogą pooglądać rafę bez wchodzenia do wody, ale stwierdziłam, że chcę zobaczyć ją w tradycyjny sposób i podszkolę się w pływaniu. Granica Izraela i Egiptu znajduje się kilkadziesiąt metrów dalej. Jest mocno strzeżona, wszędzie w górach widać drut kolczasty i maleńkie bazy wojskowe. Zawróciliśmy i ruszyliśmy dalej, nad Morze Martwe, o którym poczytać możecie tutaj.

 

 

3 komentarze

  1. Aleksandra
    30 grudnia 2015 @ 21:14

    Jeszcze nigdy nie słyszałam o numerowaniu palm. Brzmi to… Dość Idiotycznie.
    Twierdzisz, że tam nie jest ciekawie, ale zdjęcia są niesamowite i bardzo egzotyczne. Choć nigdy nie marzyły mi się te rejony, to jednak mnie zainteresowałaś.

    Reply

    • FashionVoyager
      30 grudnia 2015 @ 21:18

      Numerowania palm też wcześniej nie widziałam. Nie podobało mi się, a raczej odpychała mnie komercyjność, ale tak jak piszę to miejsce warte zobaczenia 🙂

      Reply

  2. Ania
    30 grudnia 2015 @ 17:51

    Fajna sukienka i słodkie kociaki☺️

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.